wtorek, 27 stycznia 2015

Jezioro Wielki Głęboczek

Jezioro Wielki Głęboczek – Jezioro w woj. kujawsko-pomorskim w powiecie brodnickim w gminie Brzozie. Powierzchnia 49,7 ha, głębokość max. 18m, głębokość średnia 6,8m. Położone w malowniczej głęboko wciętej rynnie. Charakterystyczny wąski litoral przechodzi gwałtownie w stromy stok. Wypłycenia występują na krańcach jeziora. Największe w pobliżu przesmyku łączącego z jeziorem Forbin. 



poniedziałek, 26 stycznia 2015

Gumowa imitacja żaby - Wobler powierzchniowy Frog F55

W maju i czerwcu następuje kulminacyjny moment rozwoju podwodnej roślinności. Atrakcyjne wczesną wiosną zatoki, bajora, stawy, rozlewiska zamieniają się w wodną fortecę. Zaczynamy je omijać i przestajemy zwracać na nie uwagę. A przecież w takich dołkach kryje się bogactwo flory i fauny. Azyl znajdują tu ogromne stada narybku, które skrzętnie szukają schronienia przed drapieżnikiem, który o tej porze roku stołuje się, ukrywa właśnie w tych najbardziej niedostępnych miejscach między pędami roślin i czai na swoją ofiarę,


sobota, 17 stycznia 2015

Zanęty MVDE na Zimę. - Secret Roach Black i Super Black


O zanętach znanego wielokrotnego mistrza świata Marcela van den Eynde słyszał niemal każdy spławikowiec. Wielu z nich uważa iż są to najlepsze zanęty dostępne na rynku. Nie trudno się z tym zgodzić. Receptury tworzone przez samego mistrza a także obecnie przez światowej klasy wędkarzy zapewniły obfity połów i liczne zwycięstwa w zawodach wędkarskich wielu europejskich zawodników. Jest to najbardziej rozpoznawalna marka zanęt na świecie. Jednakże informacje czysto techniczne poszczególnych mieszanek są szczątkowe a katalogowe opisy są zbyt ogólne i czysto marketingowe. W ciągu poprzedniego sezonu przerobiłem kilkadziesiąt kilogramów różnych kompozycji zanętowych M.V.D.E. W kilku krótkich zdaniach opiszę swoje spostrzeżenia dotyczące wybranych zanęt, które w zimnej wodzie wabią ryby najlepiej.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Jezioro Wądzyńskie



Jezioro Wądzyńskie - Jezioro w woj. kujawsko-pomorskim, w powiecie brodnickim, w gminie Bobrowo, leżące na terenie Pojezierza Brodnickiego. Powierzchnia Jeziora Wądzyńskiego wynosi 170,4 ha, średnia głębokość 7,8 m a maksymalna 34,6 m. Jezioro posiada przepływowy charakter. Przepływa przez nie rzeka Lutryna. Misę jeziora charakteryzują dwie biegnące równolegle rynny połączone wąskim przesmykiem. 



Żyłka Robinson Primera Pro Spin

Bogata różnorodność żyłek oferowanych przez producentów sprzętu wędkarskiego, dedykowanych dla metody spinningowej, wprawia w zakłopotanie wędkarzy stojących przed półką sklepową. Nierzadko jest to trudny wybór i wybranie najodpowiedniejszego produktu nie zawsze nam wychodzi. Wędkarzom stojącym przed tym dylematem przybliżę informacje i podzielę się spostrzeżeniami z użytkowania żyłki Primera Pro Spin przeznaczonej do metody spinningowej.


niedziela, 11 stycznia 2015

Bluebird Match 4,20m cw 5-24g

To nie miało być tak! Jest piątkowe przed południe, czas na który czekałem z utęsknieniem. Jeszcze tylko kilka godzin aby zniknąć, odizolować się od zgiełku cywilizacji. Gdzieś w nieokreślonym miejscu na ziemi Dobrzyńskiej nad brzegiem jeziora w środku dziewiczego lasu. Tylko ja, moja wędka i nieodłączny kompan, którym jest mój brat. Wędka? No właśnie, gdzie ona zniknęła? Gdzie się podziała moja matchówka. Ziściły się moje domysły. Bratanek, mały trzyletni brzdąc dorwał się do niej. Nie miała najmniejszych szans w starciu z małym rozrabiaką. Bez odległościówki nie pojadę, bat mnie już znudził a feedery, pickery itp. mnie nie kręcą. Sięgam po zaskórniaki i pędzę do najbliższego miasta. Wielkie rozczarowanie! To są uroki małych miasteczkowych sklepów wędkarskich, sprzętu mało i to zazwyczaj tylko pierwszej potrzeby. Ale mus to mus nie miałem wyjścia, zamiast składowej matchówki zostałem zmuszony do kupna wędziska teleskopowego. Nie od dziś wiadomo o większych zaletach tych pierwszych dumnie chwalonych i popularyzowanych w sieci przez spore grono spławikowców, sam również dopisuję się do tej grupy. Z drugiej jednak strony gdy popatrzę na wędziska kolegów, tu nad rzeką, stawem czy jeziorem to niezaprzeczalnie dominuje poczciwy, krótki, nierzadko słusznej wagi teleskop. I nie są to tylko „starzy” wędkarze lub też młodziki, którzy w plecaku na rowerze pędzą jak szaleni nad najbliższy staw.


czwartek, 8 stycznia 2015

Zaginione łowisko cz.2

Skręciliśmy w kierunku niewielkiego rozlewiska, z trudem przepłynęliśmy przez linię srebrno zielonej trzciny. Wysoki na blisko 3m mur wydawał się nie do przebicia. Kilkadziesiąt metrów dalej wydostaliśmy się na spokojną, płytką rzeczkę o bardzo przejrzystej wodzie i mulistym dnie. Miała najwyżej 10m szerokości. Nieznane mi dotąd rośliny porastały oba brzegi. Nie pomyślałbym nigdy o istnieniu tak bajkowej krainy. 


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Wędkarskie rozczarowanie

Bardzo lubię to miejsce. kilku hektarowy, płytki zbiornik zaporowy z wyspą w południowej jego części. Niepozorna rzeka Rypienica meandruje gdzieś pośrodku, całkowicie niewidoczna wśród gąszczu pływającej flory. Brzegi są niedostępne, szerokie pasy trzciny i tataraku wdzierają się w głąb rozlewiska. Nawet jeśli zaradnemu wędkarzowi uda się przecisnąć przez tę fortecę, pływający wywłócznik i rzęsa śmieje się wprost w twarz z jego bezradności. Rośnie tak gęsto, że trudno znaleźć dziurkę żeby wetknąć spławik. Owe przekleństwo wędkarzy jest wybawieniem dla tej wody. Broni dostępu do swych skarbów przez bandą kłusowników. Daleko od brzegu, w południowo-wschodniej zatoce, dnem biegnie rów, stary rów melioracyjny, który dekadę temu odprowadzał wodę z pobliskich bagien do nieopodal płynącej rzeczki. 

niedziela, 4 stycznia 2015

Zimowe płotki z rozlewiska

Czarna, mętna woda budzi lęk i strach. Od kiedy pamiętam bałem się tych tajemniczych, mrocznych miejsc. Lokalne legendy mocno oddziaływały na moją dziecięcą wyobraźnię. Na samą myśl o topielcach czyhających na zagubionych podróżników miałem ciarki na plecach. Śmierć w ohydnym, śmierdzącym bagnie byłaby odrażająca. Dziś już się nie boję, tak jak za dziecka omijałem szerokim łukiem wszelkie rozlewiska, tak dziś chętnie na nie zaglądam. Nie tylko z wędkarskiej ciekawości, przyroda w tym miejscu jest szczególnie urocza, niezliczona liczba przeróżnych gatunków ptactwa potrafi zachwycić.

Zaginione łowisko cz.1

Kilka godzin płynęliśmy rzeką szeroką na kilkanaście metrów, brunatną, mętną, że nie dało się dostrzec dna. Woda tu zazwyczaj jest przezroczysta tak jak jej liczne dopływy, kilkudniowe ulewy i spływające błoto są skutkiem tego stanu rzeczy. Kilkukrotnie trafiliśmy na przewrócone ogromne drzewa, które łączyły ze sobą przeciwległe brzegi. Zawieszone kilkadziesiąt centymetrów nad nurtem uniemożliwiały swobodne przepłynięcie . Musieliśmy dopływać do brzegu i przenosić cały sprzęt tracąc przy tym cenny czas. Nie zapomnę do dziś uczucia, które mnie ogarnęło, powaga i cisza tu panująca była niesamowita. Po obu brzegach rosły stare dziewicze lasy. Rozmiar dębów, grabów, bugów i innych roślin przekraczał granice mojej wyobraźni. Strzelały wysoko hen w górę jak gigantyczne kolumny, tworząc w górze matowozielony strop, przez który tu i tam w majestatyczny mrok wpadały oślepiające złote promienie słońca. Umęczeni lejącym się skwarem z nieba, zacumowaliśmy łodzie w cieniu pokaźnego dębu by zregenerować siły. Wielki pień z ledwością dało się objąć w trzy osoby. Potężny, silnie wrastał się w brzeg, który podmywany systematyczne przez podwyższoną wodę ukazywał labirynt grubych jak nasze torsy korzeni. U stóp rozbiliśmy prowizoryczny obóz, a w rzeczywistości tylko położyliśmy się na grubym dywanie zbutwiałych liści, gałązek i żołędzi. Schronieni przed upałem błogo rozkoszowaliśmy się cieniem rzucanym przez setki ciemnozielonych liści. Wpatrywałem się w mroczną głębinę, skąpane w smugach światła wydzierające się ku górze pnącza oplatały grube konary. Pośród tej majestatycznej kolumnady drzew od czasu do czasu mignął cień jakiegoś zwierzęcia. Przez cały czas miałem wrażenie, że ktoś przygląda się nam z bliska. 


Jesienna płotka z Wielkiego Głęboczka - zanęta na płoć jesienią.

W końcu jesień pokazała swoje drugie oblicze. Wiatr dudni w koronach drzew, jesienna słota za oknami. Temperatura też skoczyła kilka stopni w dół i dała do zrozumienia, że potrzeba wyciągnąć z szuflady bawełniane kalesony. Z tej okazji również moja żona pokazała pazury, ale o tym później. 


Ripper Robinson Longinus

Ripper Longinus - recepta na drapieżniki

Kolory zmieniają się jak w kalejdoskopie. Wszystkie możliwe kombinacje barw, kształtów czy długości są na wyciągnięcie ręki. Mam wrażenie, że to bardziej kusi klientów by wydawali więcej, aby potencjalnymi ofiarami były okonie, szczupaki czy też sandacze. Większość z nas ma swoje sprawdzone, mianowane killerami bez których nie wyobraża sobie wyjścia nad wodę, by na innym zbiorniku zatracić zupełnie swoją łowność i leżeć odłogiem. Pudełka i skrzynki są przepełnione spinningową biżuterią, a nam cały czas mało. Co rok, co sezon ukazuje się coś nowego, obok czego nie potrafimy przejść obojętnie. Złapani w pułapkę sięgamy do tylnej kieszeni by dołączyć kolejną być może „zabójczą” zabawkę do dziesiątek często podobnych do tejże odłożonych na bok w plastikowym pudełku.


sobota, 3 stycznia 2015

Jezioro Warpalice

Jest to akwen dzierżawiony przez PZW okręgu Toruńskiego, położony w wsi Warpalice w gminie Osiek. Powierzchnia to 7,1 ha jeziorko typu linowo-szczupakowego. Głębokość maksymalna zbiornika wynosi około 6 metrów, jego długość 440 metrów, a szerokość 240 metrów. Jest to płytkie jezioro, zarastające roślinnością wodną. Jest to wyśmienite miejsce do odpoczynku i relaksu nad wodą, położone z dala od zgiełku cywilizacji, otoczone praktycznie w całości lasami z niespotykaną wręcz małą presją wędkarską.

Linia brzegową w dużej mierze porośnięta jest trzciną, pałką wodną i tatarakiem. Ilość miejsc do wędkowania jest bardzo mała, obecnie znajduje się tam tylko jeden pomost, z którego można wygodnie wędkować, łapanie z brzegu nie obędzie się bez gumiaków czy też woderów. Ryby występujące w tym akwenie to:

"Rozpadający się pomost nad jeziorem Warpalice"

Spodniobuty Pros - SB 01 Strong

Biorąc pod uwagę miejsce i czas, który przeznaczam na wędkowanie bezapelacyjnie jego większość spędzam w wodzie brodząc. Akweny płytkie z niezwykle bujną roślinnością pływającą i zanurzoną uniemożliwiają swobodne wędkowanie z brzegu. Daleko wdzierające się w wodę pasy trzcin lub tataraku, odcinają całkowicie dostęp do wymarzonych miejscówek. Spodniobuty Pros - SB 01 Strong Penetracja brzegów, jest niemożliwa gdy całą linię brzegową porastają drzewa. Użycie łodzi i pontonu często nie wchodzi w grę nie tylko z kwestii ekonomicznych ale i ze względu na położenie łowiska, do którego dojazd jest wykluczony. W wielu przypadkach, droga do wędkarskiego eldorado prowadzi przez tereny podmokłe, bagna i szuwary. A w niej czekają często przykre niespodzianki. Na pewno zgodzicie się, że najczęstszą przyczyną dziurawych spodni są zalegające konary na dnie, na pewno też nie raz z was rzucał mięsem w niebiosa rozpruwając wodery lub spodniobuty w czasie dojścia do łowiska o gałęzie, druty lub inne mniej przyjazne rośliny takiej jak jeżyny, kolczasta dzika róża czy inne ostrokrzewy. Wiele do życzenia mają materiały użyte przy produkcji, najgorszą ich wadą jest niska wytrzymałość na zginanie i uszkodzenia mechaniczne oraz stosowanie wierzchnich warstw wsiąkających wodę. Obniża to komfort termiczny oraz jest przyczyną nieprzyjemnych zapachów, szczególnie latem. Połowa z was wyciera ręce o siebie, chyba nie muszę pisać jak pachnie rybi śluz w aucie w 30 stopniowych temperaturach.


Kołowrotek Robinson Quartz Pro Spin 3010


Robinon quartz pro spin 3010 - Stojąc przed wyborem niedrogiego kołowrotka do mojego szczupakowego kija Cortez Pike , zadałem sobie kilka pytań. Gdzie najczęściej będę łowił? W wodach stojących nie ma oporów jaki stawia woda w rzece. Te też się różnią, nie w każdej jest rwący nurt. W mojej okolicy są małe rzeczki z bardzo wolno płynącą wodą. Jakich przynęt użyję? Średni spinningowy kołowrotek nie odczuje małej kilku centymetrowej gumy na końcu zestawu, natomiast ciężki kogut lub duża guma będzie stawiać opór mechanizmowi. Z jaką częstotliwością będzie użytkowany? Wiosną i jesienią, czy też cały sezon? Będzie to kilka razy w tygodniu czy tylko w weekendy? W rzeczywistości liczy się liczba godzin pracy. Ten sam kołowrotek jednej osobie posłuży sezon a drugiej kilka lat. Jednak suma czasu pracy będzie praktycznie jednakowa. Dlatego głównym czynnikiem żywotności kołowrotka jest częstotliwość użytkowania. Zaraz po tym prawidłowe użytkowanie tj dopasowanie do metody, używanych przynęt. Prawidłowa konserwacja również umożliwi długą i owocną eksploatację.

Kołowrotek Robinson Quartz Pro Spin 3010

Listopadowe szczupaki z jeziora Sopień

Relacje znad tego jeziora przekazywane pocztą pantoflową, na początku tylko w wąskim gronie, brzmiały jak groteskowa opowieść. Zachwycały i budziły wyobraźnię niezliczoną ilością dużych, często monstrualnych szczupaków. Brzydziły, wzbudzały wstręt do wędkarzy tłukących w beret wszystko bez opamiętania. Takie rewelacje musiały odbić się głośnym echem, w rezultacie doprowadziło to do katastrofy. Spinningiści z najdalszych zakątków okręgu zjeżdżali się codziennie, by dołączyć do dziesiątek innych, w większości zwabionych łatwym szczupaczym mięsem jak muchy latem do świeżego G na zielonej łące. Nierzadko dochodziło do kłótni o miejsca parkingowe, wyścigi łodzi w kierunku najlepszych miejscówek. Jednym słowem dzicz. I to w wydaniu wędkarzy każdej klasy. Bogaci z wielkimi łodziami uzbrojeni po zęby w najlepszy sprzęt i nie lepsi mniej zamożni na drewnianych krypach z żywcówkami, nie jedną czy dwoma! Nawet z czterema! Młodzi i starzy. Każdy łowił, nie każdy tłukł ale prawie każdy milczał. Pojedyncze głosy sprzeciwu zostały zagłuszone przez chichot drani ubijających szczupaki. Przedstawiciele PZW mieli to głęboko w poważaniu, „Trzeba było dzwonić po służby”. Pseudo SSR powiatu nie zrobiła nic! Przybyli, zobaczyli, na chwilę wystraszyli. Odjechali i od nowa wszystko bili. Ponad limit, bez umiaru. Rok po tych wydarzeniach zapisanych na czarnych kartach w historii PZW, z nadzieją i lekkimi obawami mam zamiar wędkować nad tym jeziorem.



Wyprawa na szczupaki była planowana od początku października. Życiowe perypetie kilkukrotnie przesuwały ostateczny termin. W rezultacie dopiero drugi weekend listopada pasował idealnie. Żadna siła nie miała prawa nam w tym przeszkodzić. Nietypowa listopadowa pogoda, wprawiała nas w dobre samopoczucie. Rzadko przebijające się promienie wschodzącego słońca przez cienką warstwę chmur oświetlały krajobraz wokoło. Ciężkie ołowiane chmury w ślimaczym tempie snuły się po horyzoncie. Miejscami malowniczo zielone ostatnie kępki trawy przykrywały kolorowe liście spadające z drzew, kontrastując z wszech obecną szarością, błotem i pustką koron drzew.

Po rozłożeniu sprzętu, przygotowaniu pontonu i silnika. W pierwszym rzucie wybraliśmy południowy kraniec jeziora. Nie była to pochopna decyzja, nie bez powodu wybraliśmy to miejsce. Delikatny stok schodzący do najgłębszego miejsca w jeziorze. Z niewielkim blatem na głębokości 5m. Tam muszą być ryby! Ustawiliśmy się na środku zatoki, w kierunku głęboczka, żeby mieć możliwość obłowić najgłębsze i najpłytsze rejony.

Dzięki informacjom pozyskanym od znajomych wędkarzy dowiedziałem się o istnieniu całkiem niezłej populacji okonia, która miała więcej szczęścia i nie dostała tak mocno w kość jak zębacze. By być w miarę uniwersalnym zabrałem na pokład tylko jedną wędkę Cortez Pike Spin cw 9-25g. Bezproblemowo obsługuje 9cm Divery na 10g główkach skierowane pod łowienie okoni . Również największe Longinusy, Shady i średnie wahadłówki pracowały pod tym kijem tak, że nie pogardziłby nim wytrawny spinningista...




Pierwszy kontakt z rybą mam kilka minut po zrzuceniu kotwic, celny rzut pod resztki grążeli w kierunku odpływu. Najpierw podbicie, zacięcie, pusto. Drugi rzut i jest branie! Precyzyjny hamulec zagrał oddając linkę silnej rybie. Podkręciłem lekko pokrętło by jej niepotrzebnie nie męczyć. Krótki hol kończy w podbieraku szczupak 2,2 kg, 67 cm. Ugryzł 12 cm longinusa w kolorze perłowym z czarnym grzbietem. Pstryk! Fotka i wraca w doskonałej kondycji do wody. Tym faktem obudziła się w nas nadzieja na całkiem dobry połów. Obławiam skraj grążeli na płyciźnie. Zmieniłem przynętę na mniejszą aby dać sobie szansę na złowienie garbusa. Prowadząc po dnie perłowego Divera mam kolejne branie . Skubanie, pukanie. Charakterystyczna drgająca praca wędziska. Szczupak to nie jest, no to chyba mam okonia. I to nie byle jakiego. Przepiękny 41 cm Okoń! Aż krzyknąłem z radości. Tu faktycznie są niezłe garby. Do końca dnia naliczyłem kilkanaście okoniowych brań.




Bazując tylko na starej mapie batymetrycznej płyniemy na ostry spad, gdzie wyraźnie widać spławy drobnicy. Zawsze pamiętam zasadę, że gdzie białoryb tam są drapieżniki. Nie myliłem się. Kolejny atak był potężny, kij prawie wypadł z rąk przez mocno skręcony hamulec. Szczytówka wariuje. Luzuję pokrętło hamulca, gra muzyka. Rybsko idzie po dnie jak taran. Z dala widzę pas bąbli unoszących się dna. Nie ma bata to musi być spory szczupak! Upajam się adrenaliną, czekam na przełomowy moment holu kiedy spod powierzchni wyłoni się grube cielsko cętkowanego zabójcy. Jest piękny, lecz nie spełnił moich marzeń, do metra zabrakło 17 cm.




Dalsze penetrowanie minęło bezowocnie, było kilka podbić, skubnięcia przynęty ale bezskutecznie. Czułem się spełniony dzięki pięknej jak na listopad pogodzie i równie godnych pochwały drapieżników. Przed zakończeniem rzucam kilka razy seledynowym diverem pod lezące w wodzie drzewo. Tak od niechcenia, pozwalam opaść przynęcie, nie napinam linki. Z letargu wyrwało mnie szarpanie szczytówki. Jestem w małym szoku, zacinam i wyciągam niedużego 55cm szczupaka. Rozbudzony z monotonnego ciągu rzutów szukam w torbie małej wahadłówki. Stara i sprawdzona alga nr 1. Skuteczna w 100%. Paręnaście rzutów pod drzewo i co? I szczupak 60 cm.

Wyobraźmy sobie jak bardzo piękne i rybne było to łowisko przed udostępnieniem dla wędkarzy PZW. Setki dużych, długich, grubych szczupaków bezpowrotnie zniknęło pożartych przez podobno cywilizowanych ludzi. Mam co do tego spore obiekcje. Nie jedno łowisko w Szwecji nie ma takiej populacji drapieżnika, jakie miało to kilka lat temu. Tego już nie ma i nie będzie na pewno dopóki, dopóty pozostanie ona ogólnodostępna pod władaniem PZW. Pazerność, chytrość i głupota miały przewagę nad zdrowym rozsądkiem. Katalog seo

piątek, 2 stycznia 2015

Zanim wejdziesz na lód - Bezpieczeństwo na lodzie




Śmiertelne niebezpieczeństwo.

Z lodem nie ma żartów, piszę to jako nie wędkarz a strażak PSP, który zimą ma do czynienia z akcjami ratunkowymi wędkarzy pod którymi załamał się lód. Zanim wejdziesz na zamarzniętą taflę jeziora nabierz pokory do tego żywiołu. Statystyki mówią jasno, najwięcej przypadków braku wyobraźni przypada w okresie wiosennych roztopów. Wiosną ciepło działa na lód z dwóch stron, od powietrza i od wody. Proces topnienia i osłabiania pokrywy działa błyskawicznie. Kategorycznie omijać należy biały lód, czyli miejsca wydzielania się pęcherzyków gazu z osadów dennych, jest on niejednorodny i bardzo kruchy. Samobójców nie brakuje także w czasie formowania się pierwszego lodu. Temperatura wody w wielu partiach jeziora nie jest unormowana. Tafla lodu pokrywa jezioro nierównomiernie, więc nie trudno o tragedię. Wchodzenie na taki lód uważam za szczyt głupoty. Nie ma się co łudzić, nawet kilka tygodni siarczystego mrozu nie daje 100% pewności, że lód pod nami będzie na tyle mocny aby utrzymać nasz ciężar. Śmiertelnym zagrożeniem są oparzeliska, miejsca które powstają na wskutek wydzielania się ciepła związanego z procesami rozkładu organicznego. Powstają również w okolicach podwodnych źródeł, ujść rzek i strumieni. Nie zawsze można je rozpoznać, cechy charakterystyczne to brak śniegu na pokrywie lodu, jego ciemne zabarwienie lub po prostu jego brak. Jakieś 15 lat temu grupa dzieci chciała sobie skrócić drogę wchodząc na zamarznięte jezioro. Do brzegu brakowało kilkunastu metrów kiedy załamał się pod nimi lód, w tym miejscu było niewidoczne oparzelisko. Skutki były tragiczne, śmierć poniosło kilkoro dzieci. Mam nadzieję, że udało mi się w tych kilku zdaniach zobrazować, że nie istnieje pojęcie „bezpieczny lód”. Niestety przewagę nad zdrowym rozsądkiem bierze pokusa łatwej ryby. Pierwszy i ostatni lód to czas intensywnego żeru, gdzie laik może pochwalić się niezłymi wynikami. Pewnie dlatego mam słabe wyniki zimą, wolę poczekać i mieć szansę na powrót cały do domu, ryby to tylko dodatek, nieprawdaż? 

  Daj sobie szansę.

Nie mam takiej mocy, żeby zatrzymać tych, którzy ryzykują. Receptą na to, żeby w 100% nie wpaść pod lód jest nie wchodzenie na niego. Zgon wędkarza może nastąpić z dwóch przyczyn. Pierwszą z nich jest utopienie w lodowatej wodzie. Powodem problemów z wydostaniem się z przerębla jest nieodpowiedni ubiór. Ubrany na cebulkę wędkarz w kurtce z grubym kożuchem i filcach momentalnie nasiąka wodą i idzie na dno jak kamień. Nawet jeśli udaje mu się utrzymać na powierzchni szybko traci siły. Jeżeli chcemy mieć s szansę zaopatrzmy się zimowy kombinezon wypornościowy. Ten niestety nie uchroni nas przed drugim zagrożeniem, czyli hipotermią które jest częstą przyczyną zgonów w zimę. Wszystkie wędkarskie kombinezony są „mokre”. Fakt ,ograniczy kontakt lodowatej wody z naszym ciałem ale jeżeli nie uda nam się na czas wydostać na brzeg umrzemy z wychłodzenia. Osobiście używam dwu częściowego kombinezonu sundridge SAS MK7. Po pierwszym ubraniu stwierdziłem dwie istotne wady. Brak manszetów w nogawkach spodni, które by skutecznie uniemożliwiły dostanie się wody pod kombinezon. Natomiast w rękawach kurtki, manszety są ale zbyt luźne, wcale nie spełniają swojej roli. 

Diabeł tkwi w szczegółach. 

 Z doświadczenia wiem, że nawet ubrany w specjalistyczny suchy kombinezon wypornościowy ratownik może mieć problem z wydostaniem się z przerębla. A co tu mówić o zwykłym człowieku ubranym w najzwyklejszy wędkarki kombinezon. Niezbędnym elementem wyposażenia każdego wędkarza pod lodowego są kolce asekuracyjne. W niebezpiecznej sytuacji uratowały życie nie jednemu pechowcowi, pod którym załamał się lód i śmierć zaglądała w oczy. Solidne kolce w ofercie ma robinson, kosztują zaledwie 18 zł, dodatkowo w zestawie jest gwizdek, który pozwala wezwać pomoc. Nader często lekceważonym elementem zestawu asekurującego jest linka bezpieczeństwa. W swojej wędkarskiej karierze nie widziałem wędkarza podlodowego, który stosował by tego typu zabezpieczenie. Jakie są powody, dla których rezygnuje się z kilkudziesięciu metrów linki, która kosztuje niewiele a może w dramatycznej sytuacji uratować nam lub innej osobie życie? Może to wstyd przed innymi wędkarzami, bo będą się ze mnie nabijać? A może lenistwo? Nie wnikam, powinna być zawsze a szczególnie na pierwszym i ostatnim lodzie. Nikt nie ma prawa się śmiać z tego, że przywiązuję się do drzewa. To żaden wstyd , że chcę żyć. Nasze życie uratuje, również telefon komórkowy. Miejmy go zawsze przy sobie w szczelnym pokrowcu. Szybko wezwana pomoc specjalistyczna to spora szansa na wyjście cało z śmiertelnej pułapki.

Gdy śmierć zagląda w oczy. 

Nie wpadaj w panikę! Łatwo napisać, trudno wykonać. Sytuacje zagrożenia życia są niezwykle stresowe. Jeżeli zarwie się pod tobą lód, natychmiast wołaj głośno o pomoc. Nie wykonuj gwałtownych ruchów w wodzie. Oszczędzaj siły na wydostanie się z wody, zimna woda osłabia i powoduje skurcze mięśni. Staraj się położyć płasko i wydostać na lód z pomocą kolców. Gdy Ci się uda kieruj się do brzegu tą samą drogą. Jeżeli nie możesz wydostać się na lód, pozostań w bezruchu i wzywaj pomocy. Będąc świadkiem załamania się lodu pod kimś innym w pierwszej kolejności zadzwoń pod numer alarmowy 998 lub 112 wzywając straż pożarną lub pogotowie ratunkowe 999 lub 112. Podaj jak najdokładniej gdzie się znajdujesz, jak najszybciej do siebie dojechać. Tu liczy się czas! Udzielając pomocy nie biegnij w kierunku poszkodowanego. Rozłóż swój własny ciężar na jak największej powierzchni przyjmując powierzchnię leżącą. Wykorzystaj wszystko co masz pod ręką, szalik, gałąź, linkę i podaj ją poszkodowanemu. Nigdy nie ratuj bez zabezpieczenia gdyż sam możesz stać się osobą poszkodowaną.

 Udziel pierwszej pomocy. 

 Udało się wyciągnąć poszkodowanego na brzeg. Jego szanse na przeżycie wzrosły. Ocena stanu poszkodowanego jest istotna, ponieważ tylko w pierwszym stadium hipotermii ściąga się z niego ubranie. W pierwszym stadium poszkodowany jest w pełni przytomny, charakterystyczne objawy to drżenie mięśni, zawroty głowy, zimne ręce i stopy, dezorientacja i niepokój, osłabienie ramion i nóg. Najważniejsze aby nie pogłębiać wychłodzenia organizmu. Jeżeli jest możliwość szukaj schronienia w ciepłym miejscu np. samochód. Unikaj gwałtownego ogrzewania i ograniczaj do minimum ruchy poszkodowanego. Zdejmij z niego zbędne ubranie i okryj kocem. Możesz podać ciepły słodki napój. Nie podawaj alkoholu. Osoba znajdująca się w drugim stopniu hipotermii nie jest w stanie sobie pomóc. Wzmacnia się drżenie mięśni. Występują zaburzenia świadomości, brak wrażliwości na bodźce, ból z zimna, skurcze mięśni. Postępujemy podobnie jak w pierwszym stadium. Nie rozbieramy i unikamy transportu w pionie. W trzecim i czwartym stadium postępuje utrata świadomości, zanika drżenie mięśni. Poszkodowany traci przytomność, puls i oddech jest ledwo wyczuwalne. Nie wlewamy do ust żadnych płynów. Kontrolujemy oddech, tętno badamy przez jedną minutę. W przypadku jego braku przez pierwsze trzy minuty prowadzimy wentylację (usta-usta) aby ogrzać ciało od wewnątrz. Następnie badamy tętno, w razie jego braku albo zatrzymania oddechu przeprowadzamy masaż serca. Najważniejsze to nie poddawać się, często skrajnie wychłodzeni przypominają martwych. Ignorujmy stwierdzenia typu „nic mi nie jest”. Pozostań i obserwuj poszkodowanego do czasu przyjazdu służb ratunkowych.