wtorek, 3 marca 2015

Płoć wiosną - zanęty i taktyka

Coraz dłuższe, słoneczne dni powodują, że wolny czas spędzam tam, gdzie w tym sezonie wiosna w zaskakującym tempie realizuje swój coroczny plan – czyli nad wodą. W czasie kwietniowych eskapad wędkarskich na celowniku znajduje się płoć. Niezwykle pospolita, łowna i wszystkożerna. Bierze niemal przez cały rok, ulubiona przez wielu, nierzadko ratuje honor wędkarza. Chcielibyśmy łowić ją skuteczniej, w rzeczywistości nie zawsze nam to wychodzi. O ile bezproblemowo, w okresie dobrego żerowania wyniki ilościowe są imponujące to duże, ostrożne sztuki wystawiają nasze umiejętności na próbę i stanowią nie lada wyzwanie. 



Uwagę koncertuję nad dwoma zbiornikami, każde o zupełnie innej charakterystyce. Pierwszym z nich jest dzikie, trudno dostępne łowisko. Płytkie, z miękkim dnem, mocno zarośnięte wywłócznikiem, tatarakiem i trzciną. Ostoja wodnych stworzeń, taki mały 8 hektarowy raj. Wraz z pierwszymi falami ciepła, roślinność zanurzona jak i okalająca zalew, bujnie rozkwita. Woda nagrzewa się szybko, blisko 80% powierzchni nie przekracza 1 metra głębokości. Rozwój larw owadów, planktonu i mięczaków zaczyna się tu wcześnie, w mulistym dnie larwy ochotki tworzą ogromne kolonie. Są to istne rybie stołówki. Obfitość naturalnego pokarmu oraz bardzo liczna populacja drapieżnika, która reguluje populację białej ryby, poskutkowała tym, że płocie osiągają bardzo przystępne wymiary, w pełni sezonu trudno jest tu złowić okaz poniżej 20 cm. Prawda, że rewelacyjnie?


Nie ma róży bez kolców. Stare porzekadło „ Kwiecień plecień co przeplata trochę zimy trochę lata” znakomicie odzwierciedla warunki pogodowe jakie panowały w tym roku. W dzień upalne słońce szybko podnosiło temperaturę wody, w nocy przymrozek drastycznie ją obniżał. Spore skoki ciśnienia, niestabilna pogoda. A na deser zbliżające się tarło, czyli czas kiedy instynkt rozrodczy bierze górę nad zdobywaniem pokarmu, którego już o tej porze nie brakowało. Warunki były niesprzyjające, choć płotka dobrze znosi gwałtowne załamania pogodowe, sytuacja nie przedstawiała się zbyt dobrze. Osiągnięcie sukcesu może być trudne, z nadzieją na dobre wyniki zaopatrzyłem się w kilka opakowań zanęty Allan Scotthorne G5 w wersji klasycznej. Mieszankę testowałem podczas kilkunastu wypadów. Efekty, uwagi i sposób przygotowania zamieszczam poniżej, w relacji z jednej wyprawy.


Droga przez łąkę powoli zaczynać przypominać rozorane pole. Deszcz a przede wszystkim spiętrzona woda przez bobry sprawiły, że grunt pod kołami samochodu stał się jedną wielką breją. Kilkaset metrów trudnej jazdy terenowej kończę na uboczu wzdłuż wartkiego strumyku. Dalej trzeba iść na pieszo. Kilkanaście dni temu ścieliła się tu pożółkła, wysuszona trawa, dziś wszystko dookoła kipie odcieniami soczystej zieleni. Pogoda jest bajeczna, głęboko oddycham rześkim poranny powietrzem, promyki leniwie wstającego słońca muskają ciepło moje policzki. Zapach, wszędzie unosi się zapach zieleni, zaciągam się głęboko, tak to niewątpliwie zapach wiosny. Kieruję się w miejsce gdzie tydzień prędzej po raz pierwszy stosowałem zanętę G5, warunki pogodowe były wtedy zgoła inne, zimno, wietrzno a słońce tylko czasami wyłaniało się zza chmur. Wynik końcowy był zadowalający, złowiłem około 3 kg drobnej i grubej płoci. Docieram do swojej miejscówki, jest to kilkumetrowy, płytki przesmyk. Woda w tym miejscu osłonięta od wiatru pasem starej, suchej przylegającej do siebie trzciny jest cieplejsza. Rozkładam klamoty, łowić będę 6 m batem uzbrojonym w lekki 1 g spławik, żyłkę główną o grubości 0,10 mm, przypon 0,08 mm, haczyk nr 18. Płocie mam zamiar poczęstować pinką i ochotką podaną około 5 cm nad dnem. Do wiadra wsypuję 1kg zanęty Allan Scotthorne G5, zmysł węchu wariuje, silny aromat mieszanki sprawia, że sam chętnie zjadłbym zawartość wiaderka. Stopniowo i bardzo powoli dodaję wody cały czas mieszając. Konsystencja nie może być zbyt klejąca, ma się kleić by uformować kulę, lecz po uderzeniu o powierzchnię wody ma się rozpaść by tworzyć chmurę i powoli opadać na zalegający na dnie muł. Zajmuje mi to kilka minut, zanęta mocno pije wodę, trzeba dodawać ją stopniowo by unikać przemoczenia. W celu przyciemnienia mieszam ją w proporcji 1:1 z lekką ziemią torfową. Przecieram wszystko przez 3mm sito. Dodaję około 50 g atraktora Roach specjal. Formuję kilka spłaszczonych kul wielkości piłki tenisowej. W docelowym miejscu łowienia jest zaledwie 70 cm wody, bardzo ciepłej jak na tę porę, wrzucam 5 sztuk, które rozpadają się a drobinki zanęty powoli opadają. Lekki spławik z czerwoną antenką znika od razu, zacinam i melduje się przyzwoita płoć, całe ręce mam oblane mleczem. Kolejne minuty mijają na odławianiu drobnicy, większe płocie pojawiają się sporadycznie. Donęcam co 20 minut dwoma małymi kuleczkami zanęty. Cały czas udaje mi się utrzymywać rybę w łowisku, niestety drobną. Nie dziwi mnie to, duża płoć odbywa właśnie tarło. Jak z bata trzasnął, minęły trzy godziny, w siatce mnóstwo mały płotek a między nimi tylko kilkanaście grubszych płoci. Jestem zadowolony, w trudnych warunkach i porze przyszło mi zmagać się z tą dyplomową rybą na tym urokliwym łowisku. Zanęta Allan Scotthorne G5 wywarła na mnie pozytywne wrażenia, za każdym razem z zbliżoną skutecznością zwabiała w pole nęcenia płocie. Po otwarciu paczki silny aromat bombarduje zmysł węchu, drobna frakcja oraz widoczne kawałki nasion oleistych potwierdzają jej ukierunkowanie pod płoć Skład zanęty pozwala stworzyć szeroką gamę konsystencji mieszanki jaką tylko wymagamy. Pije bardzo sporo wody w odniesieniu do innych zanęt przeznaczonych do połowu płoci . Z tego względu odpowiednie nawilżanie jest czasochłonne. Trzeba robić to ostrożnie, ponieważ nie trudno o przemoczenie, a wtedy jej praca jest przygaszona i konieczne jest dodanie prażonych konopi w celu zwiększenia natężenia wynoszenia drobinek zanęty w górę, które utworzą wabiącą chmurę zanętową. Klei się dobrze nawet po dodaniu niewielkiej ilości wody. 


Drugie łowisko, jezioro konkursowe Wielki Głęboczek jest zgoła inne. Zajmuje powierzchnię 50 hektarów a maksymalna głębokość wynosi 18 m. Typowe rynnowe jezioro, ostre spadki dna, i uboga roślinność wynurzona. Presja wędkarska spora ze względu na przyzwoity rybostan oraz bardzo dobry dojazd do łowiska. To tu złowiłem swój osobisty rekordowy okaz płoci. Zaplanowałem kilkanaście wypraw, na każdą z nich postanowiłem przygotować zestaw dwóch zanęt. A mianowicie zanęta M.V.D.E Secret, M.V.D.E Super Champion Roach , Grilled Hemp -prażone konopie lub atraktor Roach specjal oraz około 100 ml pinki. Stosowałem różne kombinacje. Najlepsze wyniki osiągałem na początku kwietnia, im bliżej tarła tym trudniej było skutecznie zwabić ryby. Mimo tego za każdym razem efekt końcowy był dobry a czasami wręcz rewelacyjny. 


Pochmurne niebo, przelotny deszcz i wiatr a za chwilę słońce przygrzewa z błękitnego nieba. Pogoda jak w kalejdoskopie. Nie wygląda to zachęcająco. W sumie to świetny dzień na test. Nie śpieszę się, dojeżdżam nad jezioro około godziny 12 w południe. Spotykam tylko jednego wędkarza, czyżby wszyscy wystraszyli się deszczyku? Tego dnia używam mieszanki dwóch zanęt z dodatkiem prażonych konopi i pinki. Mieszam 0,5 kg M.V.D.E Secret, która jest drobniejsza, jaśniejsza i ma słabszy aromat z 0,5 kg M.V.D.E Super Champion Roach tu aromat jest bardziej wyraźny, frakcja grubsza i znajduje w niej nasiona konopi. Dowilżam stopniowo by uzyskać klejąca konsystencję, następnie dodaję 100g grilled hemp. Gotową zanętę dodaję do 2kg double leam i przecieram przez sito 3 mm. Na samym końcu wsypuję pinkę. Formuję 6 spłaszczonych kul ze względu na strome dno w tym miejscu. Już po chwili na powierzchni pojawiają się tłuste plamy świadczące o prawidłowej pracy zanęty. Zaczynam łowienie 7 m batem. Zestaw uzbrojony jest w żyłkę główna Robinson Supercup o średnicy 0,115 mm a przypon o średnicy 0,095 mm. Pinkę z ochotką na haczyku nr 18 umieszczam kilka cm nad dnem w 3,5 m głębi. Smukły 2g spławik znika po kilku sekundach. Drobna płoć bierze jak w amoku. Łowiłem przez 5 godzin z krótkimi przerwami, donęcałem co godzinę dwiema kulami wielkości mandarynki.. Ani przez chwilę nie zauważyłem przerw w braniach. Tego dnia udało mi się złowić blisko 7 kg drobnej płoci. Uważam to za bardzo dobry wynik. 




Po kilkunastu wypadach i testowaniu różnych kombinacji, najskuteczniejsza okazała się mieszanka zanęty M.V.D.E Secret i M.V.D.E Super Champion Roach z dodatkiem grillowanych konopi i pinki oraz gliną double leam. Efekty wynikające z łowienia samą zanętą secret lub roach z tylko jednym dodatkiem lub bez nie były tak dobre jednak uważam je za przyzwoite. Do zanęty M.V.D.E Secret niezbędne jest dodatnie konopi w celu zwiększenia natężenia pracy. Super Champion Roach w swoim składzie posiada nasiona oleiste, jednak dodanie niewielkiej ilości konopi lub innych nasion uatrakcyjni zanętę. W czym tkwi sekret zanęt M.V.D.E? Na pewno jest to najwyższa jakość komponentów, wieloletnie doświadczenie nad wodą. Pamiętajmy, że nawet najlepsza zanęta źle przygotowana będzie bezużyteczna. Warunki atmosferyczne, pora roku, tarło to jedne z wielu czynników mających niebagatelny wpływ na brania ryb. Miejmy też świadomość, że nie na każdym łowisku będzie jednakowo skuteczna. Miarą skuteczności nie jest waga złowionych ryb, bywają dni, że wynik 500g będzie rewelacyjny. Czy chciałbym coś zmienić? Nie, obecnie oferowane mieszanki i dodatki pozwalają na kompozycje, które pozwolą się dopasować do każdych warunków panujących na łowisku.

1 komentarz: